OFIAROWAĆ SWOJE ŻYCIE PANU
Szum z Nieba nr 2/99
Bóg chce nas mieć na własność. Nie jakoby Bóg nie był na tyle wszechmocny, żeby nie mógł z nami zrobić co zechce, ale dlatego, że uczynił nas wolnymi, więc pragnie od nas aktu oddania Mu się. Nikt nie może dwom panom służyć... mówi Jezus (Mt 6,24), który chce zapanować nad naszym życiem. Nasz chrzest jest przymierzem zawartym raz na zawsze i łaska tego chrztu działa w nas nieodwołalnie, aż do śmierci. Duch Święty woła w nas nieustannie o zjednoczenie się z Bogiem, bo miłość Boga jest zazdrosna i poszukuje nas na wszystkich ścieżkach naszego życia - gdziekolwiek jesteśmy, Bóg wzywa nas do świętości. Może wielu z nas niepokoi ten cicho brzmiący głos Boga, wołającego o „małą” miłość człowieka. I być może wydaje się nam, że brak nam sił na to całkowite oddanie się Panu, stąd wpadamy w pokusę zniechęcenia. Jest to szatańska sztuczka pokazywania nam zbyt odległego celu, przerastającego ludzkie siły. Tymczasem Pan jest blisko i chce wziąć nasze życie wraz z tym, co ono zawiera, szczególnie z tym, co sprawia nam najwięcej problemów. Jest to jak eucharystyczna tajemnica ofiarowania Chleba i Wina, owoców ludzkiego trudu, gdzie Bóg uczynił z nich Siebie dla nas. A gdy my spożywamy Jego Ciało - nasze życie przechodzi na Jego własność.
Często najbardziej przeszkadza nam w tym ofiarowaniu się Panu świadomość naszej grzeszności. I słusznie, bo Bóg jest Święty. Ale ten sam Bóg chce nas wybawić z grzechów, zniszczyć zapis dłużny, zaciągnięty przez nasze winy, chce powrotu marnotrawnego syna, aby go obmyć w cudownej Krwi Baranka Bożego, Krwi tak przelanej, jak podczas zawierania przymierza przez zabicie starotestamentowych ofiar zwierzęcych, aby przebłagać Boga za grzechy ludu. Gdzie więc miejsce na lęk przed oddaniem swego życia Panu, tak Miłosiernemu, że aż ofiarował Swojego Syna w ręce ludzi, aby złożyli ofiarę za swoje grzechy w Eucharystii, wyznając je najpierw w Sakramencie Pokuty? Potrzebny nam jest akt odwagi wbrew czającemu się w nas lękowi; potrzebny jest taki „gest” wyrażenia Bogu gotowości do przeistaczania mojego życia w Jego życie we mnie. W każdej chwili możemy Bogu powiedzieć: „Weź mnie, oddaję Ci moje życie, a Ty uczyń resztę! Zobacz, jak mało Ci służę, ale wierzę, że Ty mnie poprowadzisz - na miarę moich sił, krok po kroku, do zjednoczenia z Tobą”. Gdy szczerym sercem powtarzamy to Panu, On zaczyna działać i obficie mówić Duchem Świętym do naszego serca to, co należy czynić, aby „wyjść” z naszych słabości i z tego, co nas przygniata. A wszystko, co Pan powie, będzie na miarę naszych sił. Przyjmiemy Krzyż, ale będzie On słodkim brzemieniem, a nie - jak to sobie często wyobrażamy - przerażającym cierpieniem. Tak o tym pisał św. Franciszek Salezy: „Przedwieczna Mądrość Boża od wieków wybrała krzyż, aby cię nim obdarować. I Bóg daje ci krzyż, jako korzystny dar Swego Serca. Zanim ci go zesłał, przypatrywał się Swoim okiem wszechmogącym, przemyślał go Boskim rozumem Swoim i ważył go na obu rękach, czy nie jest o milimetr za duży, czy nie jest o miligram za ciężki, i błogosławił najświętszym Imieniem Swoim, namaścił łaską Swoją i przepoił pocieszeniem Swoim. I spojrzał na ciebie i na odwagę twoją, i na siły twoje. A oto schodzi z nieba krzyż - jako osobliwe pozdrowienie dla ciebie, jako jałmużna wszechmiłosiernej Miłości Boga dla ciebie”.
Znane jest wiele aktów ofiarowania, ułożonych przez świętych, a każdy z nas może to wyrazić także własnymi słowami. Chciałbym jednak na koniec podać tutaj krótką modlitwę św. Ignacego Loyoli, sparafrazowaną i śpiewaną przez współczesnego amerykańskiego pustelnika, John’a Michael’a Talbota na kasecie pod tytułem Hiding Place:
Weź całą moją wolność,
moją swobodę i wolę.
Wszystko co mam, dałeś mi Ty,
zatem składam to przed Tobą.
Poddaję to wszystko Jezusowi,
poddaję to wszystko woli Boga,
poddaję to wszystko
Królestwu Bożemu.
Poddaję moje życie,
moje wszystko,
Twoja łaska i miłość
są dla mnie bogactwem.
Daj mi je, Panie Jezu,
a nie poproszę o nic więcej.
ks. Janusz Umerle